Historie i codzienność

Blog.

O psich emocjach, zaufaniu i drodze, którą pokonujemy razem.

Molly, bohaterka historii o drodze ze schroniska do spokojniejszego życia

Historia Molly

Poznaj Molly: historia od łobuza do grzeczniaczka

Pojawiło się wiele łez i krytycznych myśli, że się nie nadaję. A potem widzisz tak szczęśliwego psa, który węszy, biega i kładzie się obok Ciebie. Na hasło „trening” rusza jak na szynkę Reksio. Cieszysz się, że jesteś człowiekiem tego psa i że nie musi być w kojcu schroniskowym z pięcioma innymi psami. Widzisz jej zaufanie, kiedy na horyzoncie pojawia się coś niepokojącego. Spotykasz spojrzenie: „Zobacz! Umiem! Chcę być przy Tobie!”

Jak pies ze schroniska nauczył mnie więcej niż niejeden kurs

Kiedy Molly trafiła do mojego domu ze schroniska, była uroczą, nieco wycofaną suczką, która zdawała się potrzebować jedynie ciepłego kąta, miski i odrobiny miłości. Dziś wiem, że przeszłość schroniskowego psa to często tylko wierzchołek góry lodowej, a pod spodem kryją się emocje, których nie widać na pierwszy rzut oka.

Z pozoru niewinne szczekanie na własne odbicie w lustrze okazało się pierwszym sygnałem. Problem rozwiązałam, oswajając Molly przez pozytywne doświadczenia. Skupiałam jej uwagę na sobie przy pomocy smaczków i nagród. Efekt? Molly przestała widzieć w lustrze intruza, a zaczęła widzieć mnie, swoją opiekunkę.

Molly zaczęła również obszczekiwać dzieci i nerwowo reagować na rowery oraz hulajnogi. Każdy spacer zamieniał się w emocjonalny rollercoaster. Przegryzała smycze, szarpała mój rękaw i stresowała się przy szlabanach. Zjadała śmieci, flirtowała z innymi psami i obcymi ludźmi, wciskała nos w cudze torby, a do tego niszczyła legowiska, smycze, a nawet klapki mojego narzeczonego. W przypływach emocji potrafiła też ugryźć mnie w kostkę lub w ramię.

Nie poddałam się. Zaczęłam wprowadzać konkretne, pozytywne strategie treningowe. Stworzyłam rutynę, która dawała Molly poczucie bezpieczeństwa. Dostosowałam długość i strukturę spacerów, a nad jej reakcjami pracowałam krok po kroku, z uwzględnieniem emocji, nie tylko zachowań.

Molly nie była gotowa na spacery socjalizacyjne; były dla niej zbyt intensywne. Dla wielu psów są zbawienne, ale właśnie dlatego tak ważna jest indywidualna diagnoza potrzeb psa. Uczyłam się z nią cierpliwości, obserwacji i pokory. I co najważniejsze: zaufałam jej, a ona powoli zaczęła ufać mi.

Z czasem udało się

  • Opanować lęk separacyjny — dziś Molly spokojnie zostaje sama w domu.
  • Rozwiązać problem szarpania i gryzienia — smyczy, ale też moich kostek, kurtek, bluz i rąk.
  • Nauczyć ją spokojnego noszenia szelek i akceptacji pielęgnacji — obcinanie pazurków to dziś bułka z masłem.
  • Skierować jej uwagę z otoczenia na mnie — co ogromnie ułatwiło dalsze treningi.

Molly wciąż ma swoje emocje, jak każdy pies. Ale dziś potrafi je regulować. I co najpiękniejsze — teraz to ona uczy inne psy, że można czuć się bezpiecznie w świecie ludzi.

Mój narzeczony był bliski załamania. Ja — bliska przełomu. To właśnie dzięki Molly odkryłam swoją prawdziwą pasję: pracę z emocjami psów. Uczę się od trenerów i behawiorystów w Polsce, nieustannie zgłębiam wiedzę i literaturę o psich lękach oraz metodach pracy opartych na empatii i nauce.

Dziś jestem trenerką psów. Jeśli Ty również masz w domu psiaka, który „sprawia trudności”, chcę, żebyś wiedział_a jedno: to nie problemowy pies. To pies z emocjami, które potrzebują wsparcia. A ja jestem tutaj, żeby Wam to wsparcie dać.

Zapraszam do współpracy.

Wróć na stronę główną

Porozmawiajmy

Zacznijmy
od kontaktu.